Słoneczny dzień w Parku Zamkowym w Pszczynie.

Lato

W zeszłą niedzielę zrobiłam sobie wycieczkę w niedalekie strony. Był to bardzo trafiony pomysł z uwagi na śliczną pogodę i właśnie kwitnące azalie, których w Pszczynie jest mnóstwo. Poza tym, świeżo po zwiedzaniu wiedeńskich parków i ogrodów, mogłam stwierdzić, że pszczyński zamek i przyległy do niego park od tych standardów zbytnio nie odbiegają!

Ostatni raz byłam w Pszczynie mając zaledwie 5 lat. W mojej pamięci zostały bajeczne komnaty zamkowe, złota karoca i… pierwsze w życiu lody w wafelku na gałki, które mi kupiła babcia. Trzy kule w trzech kolorach, ułożone jedna na drugiej w chrupiącym rożku, zdawały mi się żywcem wyjęte z ilustrowanej książeczki 😉 To był jeden z takich „świętych”, niezwykłych dni dzieciństwa, które teraz sama sobie organizuję najczęściej jak mogę 🙂

Po latach wybrałam się więc po raz kolejny w to samo miejsce i… podobało mi się jeszcze bardziej! Tym razem nie zwiedzałam wnętrza zamku, bo miałam akurat ochotę na naturę, ale na pewno zajrzę tam w niedługim czasie. Zmierzając z dworca kolejowego w stronę pszczyńskiego  rynku, moją uwagę zwróciła piękna architektura willi i kamienic oraz zieleń: mnóstwo dzikiej i okiełznanej – w prywatnych ogródkach – zieleni. W efekcie, jeszcze zanim dotarłam do parku już czułam się wypoczęta i ukojona pięknymi wrażeniami wzrokowymi.

Starówka pszczyńska była gęsto zaludniona z racji trwających właśnie Daisy Days, wiążących się z wystawami i kiermaszem ogrodniczym oraz licznymi kulturalnymi wydarzeniami, jak zdążyłam się zorientować na miejscu. Jednak nie przeszkodziło mi to w dostrzeżeniu urokliwej zabudowy rynku, przy którym znajduje się również słynny zamek. Ciekawą atrakcją związaną z wspomnianym świętem, były mini ogrody stworzone właśnie jako forma wystawy na rynku miasta, po których można było się przespacerować.

Sam park rozciągający się za zamkiem jest doskonałym miejscem na spacery i przejażdżki rowerowe. Liczy ok. 48 ha w samej części zamkowej, a w całości (czyli razem z Parkiem Dworcowym i Parkiem Zwierzyniec) ma 156 ha! Liczne stawy, drewniane mostki, ścieżki i alejki pozwoliły mi poczuć, że jestem blisko natury, a to zawsze najprędzej przywraca mi siły.

Siedząc nad wodą, przy stoliku należącym do tutejszej parkowej herbaciarni i pijąc miętę, tak wyraźnie poczułam wakacyjną aurę, że zrobiło mi się ciepło również od środka – nie tylko od promieni słonecznych tego pierwszego najpiękniejszego w tym roku dnia (tak właśnie go odebrałam!). W konsekwencji zdecydowałam, że to już pora na założenie sandałków. Może to się wydać dziwne, ale moment założenia tego rodzaju butów jest dla mnie corocznym symbolicznym wydarzeniem i długo się do niego zbieram czekając na właściwy moment. Mając na sobie sandały jestem usposobiona ze wszech miar wakacyjnie i intensywniej odczuwam słodycz i beztroskę zbliżającego się lata, kiedy to w stopniu zupełnym mogę oddać się temu nastrojowi 🙂 Tak więc w drodze powrotnej, zamówiłam sobie w Zalando nowe, złociutkie sandały i teraz – kiedy chmury i deszcz za oknem – czekam na ich przybycie jak na poprawę pogody 🙂

Vintage Romance 49%
Woda i niebo 🙂
Vintage Romance 49%
Trochę pszczyńskiej architektury.
IMG_20160526_131942
Mini ogródki Daisy 🙂
DSC_0195-01
Ryneczek z piękną kamienicą w tle.

Wszystkiego dobrego!

<3

Gajka

P.S. A lody były i tym razem! Jagodowe – pyszne i intensywne w swojej jagodowości 🙂 W kawiarni U Telemanna (ten kompozytor był kiedyś tutejszym nadwornym muzykiem), która znajduje się w zabytkowej Bramie Wybrańców przy samym wejściu do zamku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *